Nieustraszony pogromca absurdów

Nieustraszony pogromca absurdów

Janusz Szpotański to postać nietuzinkowa: poeta, tłumacz, krytyk, szachista, ale przede wszystkim wybitny satyryk i człowiek nieposkromionej odwagi. Co ciekawe i zdumiewające, jego satyry na PRL pozostają, niestety, wciąż aktualne.

Tak zwana szeroka opinia publiczna dowiedziała się o Szpotańskim w 1968 roku. A stało się to za sprawą towarzysza Władysława Gomułki, który w jednym ze swoich publicznych wystąpień określił napisany przez niego utwór jako „reakcyjny paszkwil ziejący sadystycznym jadem nienawiści do partii i do organów władzy państwowej”. Samego zaś Szpotańskiego nazwał „człowiekiem tkwiącym w zgniliźnie rynsztoka”. Czym sobie obywatel Szpotański Janusz zasłużył na takie wyróżnienie? Jakiż to utwór wzburzył ukochanego przywódcę ludu pracującego miast i wsi?

Dla uczczenia 20-lecia PRL

Jeśli chcesz mieć różowy balet,
wygodną chatę, wózek, szkło,
nie licz na żadną z twoich zalet,
lecz wstąp czym prędzej do MO.

W taki sposób rozpoczyna się satyryczna „opera” Cisi i gęgacze, czyli Bal u Prezydenta, która ośmieszała i demaskowała panujący w Polsce system komunistyczny. Gomułka (zresztą ulubiony „bohater” satyryka) przedstawiony został w niej jako Gnom. Tytułowi „cisi” uosabiali Służbę Bezpieczeństwa, a „gęgaczami” byli tzw. intelektualiści – opozycjoniści wywodzący się w dużej mierze ze środowiska rozczarowanych marksistów.

Gdybym był Gęgacz,
Gęgacz jak się patrzy
Z małpią zręcznością
wdrapałbym się na krzyż
Ale pluszowy – bo to ważne przecie
Wisieć na krzyżu, który Cię nie gniecie
Z krzyża bym rzucał okrzyki rozpaczy
Tak jak to bywa zwyczajem Gęgaczy.

Źródłem inspiracji do napisania utworu była dwudziesta rocznica powstania PRL-u. Poeta spontanicznie włączył się w nurt obchodów i urządził swoją własną akademię „ku czci” dla grona przyjaciół i znajomych. Zrobił to w charakterystycznym dla siebie stylu, parodiując oficjalne uroczystości i wyśmiewając panujący ustrój:

Tak się historii koło kręci,
że najpierw są inteligenci,
co mają szczytne ideały
i przeobrazić świat chcą cały.
Miłością płonąc do abstraktów,
najbardziej nienawidzą faktów,
fakty teoriom bowiem przeczą,
to jest karygodną rzeczą.

Więzienie za słowa

Poemat szybko zyskał duży rozgłos. Propagowano go na różnych spotkaniach towarzyskich. Odpisy i taśmy z wykonaniem autora docierały do coraz większej liczby odbiorców. Poematem, a właściwie jego autorem zainteresowała się również Służba Bezpieczeństwa.

Wkrótce popularny Szpot został oskarżony o „rozpowszechnianie informacji szkodliwych dla interesów państwa” i dostał 3 lata więzienia na podstawie tzw. Małego Kodeksu Karnego z 1946 roku (gwoli ścisłości należy dodać, że był to minimalny wymiar kary, maksymalnie groziło mu bowiem 15 lat na mocy wspomnianego kodeksu). Proces odbył się przy drzwiach zamkniętych.

Za kratkami

„Genialny Szpot”, jak go nazywano w środowisku peerelowskiej opozycji, czasu tego bynajmniej nie zmarnował. To właśnie w więzieniu powstała nawiązująca do wydarzeń marcowych i dedykowana Pawłowi Jasienicy Ballada o Łupaszce oraz Kartoflarnia, fikcyjna opowieść o planach Gomułki, które snuje w sanacyjnym więzieniu. Oto jej fragment:

Gdy tylko w Polsce obejmę władzę,
szereg surowych ustaw wprowadzę:
za krowobójstwo, za świniobicie
będę odbierał mienie i życie,
a za wydajność niską uprawy
sabotażystom wytoczę sprawy.
Przewidujący żem jest gospodarz,
widzę, że wzrośnie przestępców podaż
i trza budować będzie więzienia.
Radzieckie cenne są doświadczenia.

Wyrok na Szpotańskiego świadczył o tym, że władza nie zamierza tolerować opozycji, a już na pewno nie pozwoli na to, by z niej bezkarnie drwiono. Władzy należy się bać. Zbrodnia ośmieszenia musi być surowo karana. Ku przestrodze. Szpotański został zwolniony po 2 latach i 7 miesiącach na mocy amnestii z 1969 roku.

Era towarzysza Szmaciaka

Satyryk pozostał jednak nieugięty i kontynuował swoje dzieło. Irytację funkcjonariuszy bezpieki wzbudzało to, że autor – w obawie przed ewentualnym zatrzymaniem – nie miał spisanych poematów, ale uczył się ich na pamięć. W latach 70. powstała „Caryca i Zierkało” – satyra na Rosję i ZSRR (tytułowa caryca to Leonid Breżniew).

Schyłek epoki Gierka Szpotański uczcił kolejnym poematem – „Towarzysz Szmaciak” – wyszydzającym realny socjalizm, a jednocześnie będącym wnikliwą analizą procesów społecznych i ekonomicznych zachodzących w Polsce Ludowej. Za swego głównego bohatera wybrał typowego półinteligenta z PZPR-u:

Szmaciak, że jest w działaniu prędki,
zrywa się, biegnie do łazienki,
by tam dokonać toalety,
staje przed lustrem… o rety!
Nie może być! Przeciera oczy,
myśląc, że kac go jeszcze mroczy.
Potem paznokcie w ciało wbija,
lecz wszystko na nic! Widzi ryja!

Zawsze pod prąd

Szpotańskiego od zawsze cechowała bezkompromisowość, co oczywiście nie pomagało mu w karierze. Internowany w stanie wojennym, jako jeden z pierwszych odważył się stwierdzić wprost, że okres ideologii nieodwracalnie się skończył, nastały czasy bezideowego reżimu, a ich istotę stanowi wyzyskiwanie społeczeństwa przez kastę uprzywilejowanych. Natomiast za krytykę połowicznych przemian ustrojowych lat 90. został ukarany milczeniem.

Zwracał też uwagę na bezprecedensową walkę z Kościołem w skądinąd wolnej Polsce. „Ta walka – jak twierdził – przybiera u nas rozmiary graniczące z obłędem. Gdybym np. mieszkał w Austrii i wiedzę o Polsce czerpał z wystąpień w Sejmie, postępowej prasie i telewizji […], to niechybnie doszedłbym do wniosku, że w Polsce rządzi prymas Glemp i to o wiele surowiej niż Chomeini w Iranie. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest, że największymi antyklerykałami są obecnie ludzie, którzy jeszcze nie tak dawno zawodzili religijne pieśni i kurczowo trzymali się sutanny…”.

Skąd my to znamy?

Powszechnie uważa się, że satyra polityczna jest ulotna i przemija wraz z jej bohaterami. Być może to prawda, ale na pewno nie w przypadku twórczości Janusza Szpotańskiego, zmarłego w 2001 roku. Wystarczy rozejrzeć się dookoła, by dostrzec nowe wcielenia towarzysza Szmaciaka. Oczywiście współczesny Szmaciak nie jest już towarzyszem. Dziś przepoczwarzył się w polityka demokratycznego, eksperta, prezesa, biznesmena, a nawet mecenasa sztuki. Motywy, jakimi się kieruje, są jednak te same:

Szmaciak chce władzy nie dla śmichu,
lecz dla bogactwa, dla przepychu,
chce mieć tytuły, forsę,  włości
i w nosie przyszłość ma ludzkości!


Zdumiewające, w jak wielkim stopniu satyry na PRL „genialnego Szpota” wciąż pozostają aktualne.

Redakcja

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.