

Rodzice dla swojej pociechy zrobią wszystko. Dlatego też każdego dnia otaczają malucha dużym wsparciem i troską, nadzorując każdy jego ruch. Niektórzy tworzą efekt parasola lub szklanej kuli, która ma chronić dziecko przede wszystkim, co złe i negatywne. O ile w sytuacji zagrożenia jest to pożądane, o tyle w codziennych sytuacjach pociąga to za sobą wiele wad — również pod kątem rozwojowym i relacyjnym. Nic więc dziwnego, że o nadopiekuńczości rodzicielskiej wypowiadają się psycholodzy i pedagodzy, bijając na alarm i jednocześnie apelując do rodziców o zachowanie dziecięcej niezależności.
Spis treści
ToggleNadopiekuńczość to postawa charakteryzująca się przesadną troską, wyrażającą się często w ograniczaniu samodzielności dziecka, nadmiernym kontrolowaniu codziennych działań oraz wyręczaniu w sytuacjach, w których dziecko mogłoby poradzić sobie samo. Często nazywa się to szklanym kloszem, który w efekcie przynosi odwrotny efekt do zamierzonego — sprawia, że dziecko zaczyna być nieśmiałe, niezdolne do samodzielnego funkcjonowania i nieporadne w kontekście budowania relacji z rówieśnikami. Z kolei nadmierne zaangażowanie rodziców to sytuacja, w której ci zbyt intensywnie uczestniczą w życiu dziecka – zarówno emocjonalnie, jak i organizacyjnie – nie zostawiając mu przestrzeni na rozwój własnej tożsamości i niezależności.
Nadopiekuńczy rodzic:
„Daj, ja to zrobię szybciej”, „ubiorę cię, bo jeszcze źle założysz bluzę”, „nie pakuj się sam, bo zapomnisz czegoś ważnego.” Wszystkie te zdania, często wypowiadane nieświadome, mają znamiona nadopiekuńczości i mogą prowadzić do braku pewności lub lękliwości dziecka. Objawem takiej postawy może więc być zarówno konkretne zdanie, jak i zachowanie. Tak oto rodzice nadopiekuńczy często ubierają dziecko, mimo że potrafi to zrobić samo, karmią je, chociaż potrafi posługiwać się sztućcami, a nawet noszą jego tornister czy pakują za nie plecak. Tak duże wyręczanie sprawia, że dziecko ma poczucie, że sobie nie poradzi bez pomocy dorosłego, a nawet proste czynności stają się trudnymi krokami milowymi.
Nadopiekuńczy rodzic także odpowiada za dziecko na pytania nauczycieli czy innych dorosłych, nie dając mu szansy na wypowiedzenie się. W ten sposób dziecko unika wyrażania własnego zdania, nie rozwija kompetencji komunikacyjnych, nie umie nazwać swoich potrzeb i często nawet nie zdaje sobie z nich sprawy.
Bardzo często nadopiekuńczość ma także znamiona kontroli i narażania prywatności dziecka. Codzienne sprawdzanie plecaka, podsłuchiwanie rozmów, ingerowanie w relacje z rówieśnikami czy ograniczanie swobody zabawy to zachowania skrajnie destrukcyjne i często naruszające poczucie bezpieczeństwa. Z czasem maluch nie ufa sobie, a także może mieć trudności z budowaniem relacji społecznych.
Każde, skrajne zachowanie pociąga za sobą szereg negatywnych skutków. Nadopiekuńczość i nadmierne doglądania dziecka także. O skali tych negatywnych skutków wypowiadają się psycholodzy i pedagodzy, którzy tak często podkreślają jak ważna jest dziecięca niezależność i samodzielność, która pozwala maluchom doświadczać i uczyć się na błędach. Nadopiekuńczość może:
Nadopiekuńczość, choć często wynika z dobrych intencji, może znacząco hamować rozwój samodzielności oraz umiejętności życiowych dziecka. Dzieci wychowywane w środowisku nadmiernej kontroli i wyręczania rzadziej podejmują inicjatywę, mają trudności z rozwiązywaniem problemów i podejmowaniem decyzji. W efekcie mogą być mniej odporne na stres, niepewne siebie i niesamodzielne w codziennych sytuacjach – od prostych czynności, po relacje społeczne. Badania wskazują, że dzieci nadopiekuńczych rodziców wykazują niższy poziom samodzielności i częściej odczuwają lęk w nowych sytuacjach (1).
Rozmowa z nadopiekuńczymi rodzicami powinna być spokojna i delikatna, ponieważ ich postawa wynika najczęściej z troski i chęci ochrony dziecka. Opiekunowie często nie zdają sobie sprawy z popełnianych błędów, a w ich oczach postawa ta wynika bezpośrednio z miłości. Kluczowe jest, aby prowadzić dialog w sposób empatyczny, oparty na faktach i obserwacjach, bez oceniania czy krytykowania. Warto rozpocząć rozmowę od pozytywów – wskazać mocne strony dziecka i zaangażowanie rodzica – a dopiero potem łagodnie przejść do trudnych tematów, np. ograniczania samodzielności. Należy przy tym unikać mocnych i zdecydowanych określeń, odchodząc od oceny postawy rodzica, skupiając się bardziej na rozwoju i potrzebach dziecka. Dobrym podejściem jest odwoływanie się do konkretnych sytuacji z życia przedszkolnego: „Zauważyliśmy, że Zosia często prosi o pomoc przy ubieraniu się, mimo że świetnie sobie radzi. Chcielibyśmy ją w tym wspierać również razem z Państwem.”
Rozmowę warto oprzeć także na argumentach rozwojowych – podkreślić, że uczenie się samodzielności, podejmowania decyzji i radzenia sobie z małymi trudnościami jest kluczowe dla budowania pewności siebie i kompetencji społecznych. Można też zachęcić do stopniowego „oddawania przestrzeni” i zaproponować konkretne strategie wspierające niezależność i gdy to konieczne — zasięgnąć po ocenę specjalistów, psychologów i lekarzy. Najważniejsze w takiej rozmowie jest stworzenie atmosfery współpracy, a nie konfrontacji – wspólne działanie na rzecz dobra dziecka powinno być punktem wyjścia i celem rozmowy. Warto to podkreślić, jeśli rodzice będą odbierali intencje nauczycieli jako atak.
Bibliografia:
[1] Segrin, C., Woszidlo, A., Givertz, M., Bauer, A., & Murphy, M. T. (2012). The association between overparenting, parent–child communication, and entitlement and adaptive traits in adult children. Family Relations, 61(2), 237–252. https://doi.org/10.1111/j.1741-3729.2011.00689.x

Wyprawka do przedszkola - o czym trzeba pamiętać